Jesteś Bogiem 2012

Moja chora głowa jest w stanie umieścić na jednej playliście Kelly Familly, Paktofonikę i soundtrack z „The Hours”. Tak to już działa. Kiedy zaczęło być głośno o tym filmie, ściągnęłam sobie „Kinematografię”. Odpaliłam tą legendarną Paktofonikę i ze zdziwieniem stwierdziłam, że ja znam te teksty. Skąd? No właśnie stąd, że jak panowie święcili sukcesy to słuchali ich głównie inni panowie i zakochane w nich dziewczęta. Ja również obdarzyłam uczuciem pewnego młodzieńca noszącego spodnie zdecydowanie poniżej lini bioder. I tak właśnie mając lat bodajże 13, przegrywałam sobie od kolegi kasety z Kalibrem 44 i Paktoniką. A potem wałkowałam. Nie trwało to zbyt długo, ale ten epizod zapisał się gdzieś w mojej głowie. Ale nie o tym chciałam pisać. Film.

Otóż film powstał na podstawie książki Macieja Pisuka. Twórcy zarzekali się, że produkcja dotyka wartości uniwersalnych. Że nie tylko fajni PFK się w nim odnajdą. Czy tak jest, nie mogę powiedzieć, bo mimo wszystko zaliczyłabym się do fanów tego zespołu (choć samej ciężko mi w to uwierzyć). A przyczyna jest prosta. Oni mają po prostu świetne teksty i polecam wszystkim zerknięcie do nich. Naprawdę warto. A sam film to historia trzech chłopców, którzy spełnili swoje marzenia. Ładnie brzmi i dobrze się ogląda. Nasze kino potrzebuje takich historii. Niestety jak wiemy, albo i nie wiemy, jeden z naszych chłopców  w przypływie złych emocji i psychicznych zawirowań wyskoczył z okna. Tragiczny finał dopełnia piękne historie. I mam nadzieję, że ta właśnie tak zostanie zapamiętana.

Moją ulubioną sceną, a w zasadzie ujęciem jest sam finał. Wtedy dwójka filmowych bohaterów granych przez Schuchardta i Ogrodnika wchodzi na scenę katowickiego spodka. W pewnym momencie się obracają i zamiast aktorów widzimy prawdziwego Fokusa i Rahima. Fajny gest ze strony twórców. Trochę prawdy w filmie jeszcze nikogo nie zabiło. Jest w tym ujęciu coś majestatycznego.

Nie sposób pominąć słynnego Magika. Stał się legendą oczywiście głównie dlatego, że się zabił. Żywi lubią martwe autorytety. Chłopak po prostu myślał. Więcej nawet, On dczuwał świat tak silnie, że potrafił o nim wnikliwie pisać. Miał jakieś wartości i całkiem jasno je wyrażał.  Jeżeli chodzi o samo samobójstwo, faktycznie niewiele reżyser nam tutaj powiedział. Nie podał prawdziwych powodów, o których wie każdy, kto korzysta z wikipedii. Najpierw myślałam, że to błąd. Ale po kilku dniach stwierdzam, że taki myk jest całkiem uzasadniony. Bo jeżeli nie zna się tego powodu można go sobie samemu znaleźć. Człowiek dłużej się zastanawia kiedy nie dostaje wszystkich odpowiedzi, a oto przecież chodzi w kinie. Powinno nas zmuszać do myślenia.

Jest taka książka „O bohaterach i grobach” Ernersto Sabato. Nie to że jestem jakaś oczytana, bo dotarłam chyba do 20 strony. Niemniej główna bohaterka zabija w nim swojego ojca. Strzela do niego. Potem wznieca pożar i ginie w płomieniach. I na samym wstępie autor zastanawia się, dlaczego akurat wybrała ogień. Przecież mogła strzelić sobie w głowę. Byłoby szybko i po bólu. Ale nie, ona wybiera bolesną śmierć w płomieniach. Dlaczego skoczył z okna? Przecież można zabić się na tyle sposobów. Upadek z takiej wysokości nie gwarantuje natychmiastowego zgonu. Magik umarł dopiero w szpitalu. A co gdyby nie umarł. Co gdyby został warzywem. Samobójstwo zawsze zawierało w sobie jakiś boski pierwiastek. Skoro tylko bóg może odberać życie, to czyniąc to…jesteś bogiem?

Reklamy