Pożegnania 2008

Halina Poświatowska to jedna z nielicznych poetek, która przekonała mnie do siebie swoją twórczością. A raczej twórczością i życiem, bo bez tego życia jej twórczość by nie przetrwała. Jak o Niej myślę, zawsze przychodzi mi do głowy Baczyński. Trochę są podobni. Oboje mieli świadomość zbliżającej się przedwczesnej śmierci. Oboje szaleńczo i niezwykle krótko kochali. Oboje potrafili odcisnąć swoje życie w poezji, tak bardzo niewarsztatowo i autentycznie. Ale wracam do Haliny. Halina umarła w wieku lat 32. Była chora na serce. W jednym z sanatoriów poznała swojego przyszłego męża. Ślub wzięła w wieku lat 19 by w wieku lat 21 już zostać wdową. Jej mąż umarł na serce. Ona też, ale później. Nie będę pisać o poezji. Odkryłam przypadkiem etiudę zgrabnie utkaną ze słów Poświatowskiej. Doprawioną świetnymi zdjęciami i ujmującą muzyką.

Mimo wszystko mam nadzieję, że zdrowe serce nie może zatrzymać się po krótkim bolesnym szarpnięciu. Nawet jeżeli tak często tym straszy. Bo wtedy wszyscy zginiemy marnie. Stres nas w końcu zabije. Mnie na pewno.

Reklamy