Shame 2011

Powiedział, że było mu wstyd na Wstydzie. Na tyle mi to utkwiło w pamięci, że rozpoczęłam seans pozbawiona jakiegokolwiek obiektywizmu. Na świeżo po projekcji miałam tylko jedną pozytywną refleksję – Michael Fassbender jest genialny. Miałam również refleksję innego typu, otóż niezwykle zaskoczyło mnie ujęcie nagiego mężczyzny od pasa w dół. Cycków w kinie pełno, ale penis zdarza się rzadko, także na pewno ten film będzie mi się kojarzyć z gołym suflerem Fassbender’a. Ale to oczywiście takie małe płytkie spostrzeżenie.

Film miał być prowokujący i kontrowersyjny. Chyba tylko ze względu na temat. No właśnie. Co w zasadzie jest tematem tego filmu? Miał być seksoholik, miały być trudne relacje rodzinne, miał być wstyd, seks, krzyk i łzy. Na filmwebie napisali, że dramat ten „bada naturę seksu, bliskości i związków we współczesnym świecie”. To ja żyję chyba w innym świecie.

Wstyd na pewno nie jest jakoś specjalnie płytki, niemniej nie robiłabym z niego filmu, który odmieni nasze życie. To taki film, który trzeba przegadać (błogosławieni, którzy mają z kim!) i trochę przemyśleć, żeby nie wepchnąć go pochopnie do worka z hollywoodzkim pseudowymagającym kinem dla oczytanych nastolatek. Nadal jego największą zaletą pozostaje odtwórca głównej roli i to nie ze względu na to, że naprawdę jest przystojny.

Główny bohater niewątpliwie ma dość wstydliwy problem. Podniecają go dość specyficzne rzeczy, nie potrafi spać z kobietą, z którą związany jest emocjonalnie (jak kino kocha chorych ludzi!). Jak seks to tylko na ostro, bez żadnych zobowiązań i zasad, po prostu inaczej mu nie staje i tyle. No niewątpliwie jest to problem i ciężko pewnie do czegoś takiego przyznać się na forum. I tutaj jest pewien klucz. Zastanawiałam się, co mogę powiedzieć o tym bohaterze po filmie i faktycznie – w zasadzie niewiele. Właśnie. Bo On jest z tym wszystkim zupełnie SAM. Siostra się przewija, zwiększa dramatyzm i podkreśla jego samotność. Życie ma dość monotonne, nie dzieje się tam nic, co powiedziałoby nam o nim coś więcej.

Fassbender jest świetny i zasłużył na każdą nagrodę za ten film, bo to On jest tym filmem. To w Nim jest cała fabuła. Byłabym daleka od zachwycania się tą zapowiadaną „kontrowersją”. Niemniej dla odtwórcy głównej roli warto tę produkcję zobaczyć. To doskonale wykreowana postać. Nie było mi wstyd ani w trakcie ani po Wstydzie. Nadmuchana kontrowersja to nie nowość we współczesnym kinie. Goła dupa nikogo nie dziwi, a że ciężko teraz kogoś zainteresować wymyślają cuda na kiju. Jak człowiek widzi hasło „seksoholik” to spodziewa się bóg wie czego. Miło, że poza seksem twórcom udało się przemycić trochę ludzkiej tragedii. Tragedii wynikającej przede wszystkim z samotności, która implikowała poczucie wstydu. A jak wiemy, zawsze łatwiej wstydzić się przed kimś, niż przed samym sobą. Łatwiej zostać potępionym i ponieść karę niż ją sobie wymierzyć z własnej inicjatywy. Łatwiej oczekiwać na wybaczenie niż wybaczyć samemu sobie. Tak myślę.

Reklamy