Takiego pięknego syna urodziłam 1999

Jakoś to będzie 2004

Mój pierwszy operator (bo o żadnym jeszcze nie pisałam, nie to że coś innego). Marcin Koszałka, rocznik ’70. Ostatnie najgłośniejsze Jego filmy (czyli te o których ktokolwiek mógł słyszeć) to „Senność” (z tego miejsca polecam, świetny scenariusz Kuczoka, który nawet po filmie zdecydował się zrobić z niego książkę, która też jest wzorowa), „Rewers” (no to można polecić chyba tylko ze względu na zdjęcia) no i oczywiście „Pręgi”, o tym nawet nie piszę, bo jak ktoś tego nie widział to już naprawdę chujowo. Znawcą ujęć nie jestem, więc co innego przyciągnęło mnie do tego twórcy.

Otóż pierwszy film jaki zrobił Koszałka to dokument, którzy nakręcił w swoim własnym domu. Takiego pięknego syna urodziłam narobił swego czasu sporo szumu. Choć trudno w to uwierzyć, był taki czas, kiedy seks nie miał transmisji na żywo, kiedy decyzje o zamążpójściu podejmowane były w zaciszu domowym a nie na oczach milinów widzów, innymi słowy: był taki czas, w którym reality show nie święciło triumfu. Za pierwsze reality show uważa się serial An American Family (czego dotyczył chyba wiadomo) i powstał on w roku 1973. W Polsce pierwszym programem tego typu był Agent – 2000 rok. W roku następnym pojawił się dopiero Big Brother (stworzony przez Holendrów w 1997).

Wracając do tematu, film Koszałki rejestrował „luźne” wypowiedzi rodziców dotyczące Jego skromnej osoby. Był to dokument ocierający się o reality show, przynajmniej tak został wtedy odebrany.  Gwiazdą filmu jest zdecydowanie Matka. Z jednej storny przemawia przez Nią ta bezwarunkowa miłość, z którą chyba nie do końca może się pogodzić. Z drugiej zaś głęboka refleksja połączona z absolutnym brakiem empatii. Dlaczego refleksja? No nie wiem jak Wasze, ale moja matka jest w stanie wyrzucić z siebie co najwyżej „jesteś brzydka”. Natomiast Pani Koszałka, och proszę, to coś pięknego. Marcin w swoim trwającym zaledwie ponad 20 minut filmie zostaje nazwany:

mendą, kretynem,miernotą bez wstydu i ambicji, idiotą durnym, półgłówkiem, szmaciarzem pieprzonym, głowno wartym niesłownym gościem, dupkiem, draniem, szubrawcem, operatorem z bożej łaski, beztelenciem, tumanem i tak dalej…

Tyle wyłapałam, ale to oczywiście nie koniec. Dowiaduje się również, że umawia się z samymi dziwkami, że jak szuka noclegu w Warszawie to szuka dziwki, „żeby go przytuliła do poduszki za darmochę”, że „kulturalny i inteligentny chłopak co się szanuje to po nocach się nie łajdaczy, po nocach to się kurwa złodziej i pijak łajdaczy”. Co również dość istotne, gdyby przypadkiem złożyło się, że go gdzieś napadną i akurat nie zamordują, tylko zrobiłą z niego kalekę to Matka „nie będzie z pod niego gówna wynosić”, bo ogólnie siły na to nie ma. Tak to ładnie wyliczam, bo ktoś całkiem bezrefleksyjny w życiu by takich rzeczy nie wymyślił! Kobieta ma łeb na karku. To że się nie liczy z uczuciami innych, to już inna kwestia. Nie zmienia to faktu, że film kopie w dupe i to nie tylko Marcina. Bo niestety taka postawa jest raczej standardowa w dzisiejszym modelu rodziny. Z tą różnicą, że Koszałka akurat jest zajebistym artystą. A w większości przypadków, te krzyczące i wyzywające matki, choć na pewno żyć nie pomagają, to niestety, często mają kurwa rację.

Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy do życia Marcina wkracza żona i dziecko. To zobaczymy w filmie Jakoś to będzie.

Niestety umiłowany portal youtube pojebał filmy i pierwsza część jest niedostępna. Natomiast na podstawie pozostałych dwóch można wysnuć kilka oczywistych wniosków. Po pierwsze kiepsko wybrał żonę, wydaję się dość…słabo nastawiona na dialog. I to taki dobry dialog, komunikację, gdzie obie strony przyjmują nawzajem swoje wypowiedzi i starają się do nich ustosunkować. Po drugie Matka zmienia trochę front – co było do przewidzenia. Teraz martwi się o małżeństwo syna, nie zajmuje się przypominaniem mu, kim to On nie jest. Co więcej pojawia się u Niej dość smutna refleksja dotycząca Jej samej – „Życie przeszło obok mnie”. Ojciec natmoiast rzuci kilka złotych myśli. „Sens życia jest taki, że trzeba się dobrze wyspać i nie robić problemów w domu” – to chyba mój ulubiony 😉

Tak czy inaczej rodzice Koszałki są refleksyjnymi ludźmi. Może rzucają i psioczą, ale trochę myślą, a to jest w cenie. To oczywiście można stwierdzić jako widz, takiego małego reality show. Bo jeżeli jest się w środku, sprawa ma się inaczej. Mimo wszystko zdanie rodziców dobija najbardziej, także naprawdę podziwiam Koszałkę, że z takiego domu, wyszedł TAKI artysta.

Reklamy