Sleeping Beauty (2011)

Są trzy powody, dla których muszę napisać o tym filmie: po pierwsze Emily Browning ma najdoskonalsze ciało na świeci, po drugie wątek żywo odwołuje do jednej z moich ulubionych książek, a po trzecie ostatnia minuta filmu wciska w fotel (czy tam łóżko).

Zacznę od drugiego powodu. Ci, którzy nie poprzestali na Stu latach samotności na pewno dotarli do Rzeczy o mych smutnych dziwkach Pana Gabriela Garcíi Márqueza. Jak wspominałam to jedna z moich ulubionych książek (a czytałam ich niemało). Zasadniczo chodzi o to, że główny bohater, bodajże na 90 urodziny postanawia zafundować sobie noc z dziewicą. Całe życie płacił za seks, więc nie jest to jakaś specjalna innowacja. Niemniej o dziewice łatwo nie było, więc burdelmama skręciła mu bardzo młodą dziewczynę. Kiedy przyszedł do jej łóżka po raz pierwszy –  spała i jakoś nie miał serca jej budzić. I tak już było za kazdym razem. Kładł się obok niej i nie miał odwagi jej dotknąć. Pierwszy raz w życiu się zakochał i to w kobiecie, która po prostu sobie spała. Także wspólny sen jest tutaj corpus delicti miłości (jak u Kundery).

W Sleeping beauty zobaczymy dziewczę świadczące dość nietypowe usługi. Paradowanie w bieliźnie na przyjęciach jest raczej znaną praktyką, także pominę to milczeniem. Ciekawsze wydaje się oferowanie spędzenia nocy z śpiącą dziewczyną. Lucy (w tej roli piękna i naga Emily) pojona jest jakąś magiczną herbatką, po której zapada w sen tak głęboki, że kompletnie nie wie, co dzieje się z jej ciałem. A dzieją się z nim naprawdę różne rzeczy. Oczywiście jest jedna zasada: nie może dojść do penetracji. Dlaczego? Bynajmniej nie z przyzwoitości. Obstawiam, że chodzi po prostu o prawo. Seks z nieprzytomną osobą to gwałt. Także jakbyście się kiedyś obudzili po imprezie bez majtek i z luką w pamięci, to możecie iść na policję.

Nasza „śpiąca królewna” oczywiście nie jest typową studentką. Przede wszystkim jest tak obłędnie piękna, że nie może być prawdziwa. A poza tym to trudni się ona naprawdę wieolma zawodami. Kseruje, sprząta w knajpie, śpi (dosłownie) za pieniądze, nalewa wino w bieliźnie, a wieczorami puszcza się w barze (czy za pieniądze – niewiadomo). W między czasie odwiedza swojego przyjaciela, którego alkoholowy nałóg powoli woła już w zaświaty (wnioskuję po płatkach z wódką, które zwykł jadać z rana). Jest z tą królewną jednak coś nie tak. W bajce może i śpi 100 lat, ale przed zaśnięciem jak i po przebudzeniu jest całkiem rzeźka. Lucy natomiast śpi cały czas. Obudzi się dopiero na koniec.

Reklamy