We need to talk about Kevin 2011

Mamy więc film o rodzinie z problemem. Jednym. Nazywa się Kevin. Zagra go trzech zajebistych chłopców: Jasper Newell, Rock Duel i Ezra Miller. Ostatni jest chłopcem na tyle dużym, że chętnie poznałabym go bliżej. Mamą będzie Tilda Swinton. A wszyscy pozostali… Pozostali są dla Kevina nieistotni.

Objawy:
– brak sumienia i odpowiedzialności wobec innych;
– brak wstydu, poczucia winy i skruchy;
– manipulowanie jednostką, wykorzystywanie do własnych celów;
– nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na zaufanie, miłość i czułość.

Kim jest Kevin? Socjopatą. Oczywiście całkiem możliwe, że miał kilka innych przypadłości, ale laik taki jak ja, bez żadnej psychologicznej wiedzy postawi taką właśnie diagnozę. Zastanowiło mnie, że w jednym z wywiadów Ezra Miller (tak to ten gorący rocznik ’92) powiedział, że najgorsze w tej historii jest to, że Kevin jest całkowicie zdrowym nastolatkiem. No jak dla mnie to zdrowi młodzieńcy nie mordują. Dlatego pozostanę przy wersji Kevin-socjopata.

Bohaterów tradycyjnie postawić trzeba przed sądem. Czy zawiniła matka? Tak. Czy zawinił ojciec? Jasne. Czy zawiniło dziecko? Jak jasna cholera. Fakt, że dzieciak był chory nie usprawiedliwa jego czynów. Mamy tutaj prosty ciąg przyczynowo skutkowy. Kevin jest małym socjopatą-> mamusia coś wyczuwa-> tatuś jej nie wierzy->  mamusia odpuszcza-> chłopiec idzie do szkoły i napierdala w dzieci z łuku. Wszyscy są winni i wszyscy zostali ukarani.

Jeden z internautów napisał, że zaburzenia jakie miał Kevin leczy się prozakiem, dlatego kiedy matka pyta go o motywację swojej zbrodni, nie jest już co do niej przekonany. Sama w życiu bym na to nie wpadła, niemniej taka interpretacja jest całkiem niegłupia i chyba najokrutniejsza z możliwych. Bo oto chłopiec, który od początku filmu nie wzbudza w widzu ani jednego pozytywnego uczucia, który jest tak obojętny, że staje się obojętny i dla nas, ten właśnie chłopiec w ostatniej sekundzie filmu coś zaczyna rozumieć. Co gorsza z ich rozmowy wynika, że owym prozakiem naszpikował się przed popełnieniem zbrodni. Zatem przypuszczać można, że podziałał niedługo po niej. No innymi słowy Kevin wszystkich wyrżnął w pień i niedługo po tym, zaczął się zastanawiać dlaczego. Bo się przez przypadek chłopak wyleczył! Oczywiście to tylko jedna z interpretacji.

Daleka byłabym od powtarzania wniosków wynikających z teorii zielonych diabolicznych płodów. Nie trzeba być ani psychologiem ani egzorcystą żeby wiedzieć, że chłopiec był pierdolnięty od początku. To nie dziecko Rosemary, tylko dzieciak chory psychicznie. Film oczywiście wykroił resztę społeczeństwa ze świata Kevina, ograniczają się do najbliższej rodziny. I tutaj rodzi się pytanie fundamentalne: o czym jest ten film?  O błędach rodziców? O chorym chłopcu? A może jednak o małym szatanie? Oczywiście odpowiedź sugeruje sam tytuł. Gdyby do poważnej rozmowie o Kevinie doszło, może udałoby się zapobiec tragedii. Ja poszukałabym jeszcze jednej pointy i całym tym syfie znalazłabym miłość. Niestety równie mroczną, co reszta filmu, bo bezwarunkową. Automatyczną, niezależną od nas, a równocześnie nieograniczoną i całkowitą. Kevin zabrał swojej matce WSZYSTKO, a Ona i tak nie przestanie go kochać. Bo nie potrafi. Chce, ale nie potrafi, bo ma tą smutną reakcję wrodzoną, która nigdy nie pozwoli matce odwrócić się od dziecka. Nawet od mordercy.

Warto dodać, że masakra, którą tutaj zobaczymy jest fikcyjna. Nigdy nic takiego nie miało miejsca. Niemniej uważam, że reżyser Elephant 2003, Gus Van Sant, powinien iść do Lynne Ramsay na korki. Ja wiem, że prezentowane problemy są jednak trochę inne. No trochę inne, a jednak coś je tam łączy. Coś, co w Słoniu zaginęło, a w Kevinie powoduje palpitacje serca. Do dziś nie pojmuję, jak ten gówniany film mógł dostać Złotą Palmę. Ale dostał, więc może się nie znam. Na mnie nie zrobił żadnego wrażenia. Nie poczułam nic ani nie zrozumiałam, chłopcy którzy pewnego dnia postanowili postrzelać sobie do kolegów (tym razem z broni palnej i tym razem wydarzenie to miało miejsce w rzeczywistości) nie poruszyli mnie w żaden sposób. Natomiast mroczna wersja Robin Hooda mnie zmiażdżyła.

You wake up and watch TV, get in your car and listen to the radio. You go to your little job or little school… you are not going to hear about that on the 6 o’clock news. Why? ‘Cause nothing is really happening, and you go home and watch some more TV or maybe it’s a fun night and you go out and watch a movie. I mean, it’s got so bad that the people on TV, inside the TV, they’re watching TV. What are all these people watching?

People like me.

Reklamy