Le fate ignoranti 2001

Saturno contro 2007

Ferzan Ozpetek nie doczekał się jakiejś konkretnej biografii w języku polskim. W związku z tym mogę napisać tylko tyle, że urodził się w roku 1959 i jest reżyserem włoskim tureckiego pochodzenia. Ot cała biografia. A szkoda, albowiem chociażby seksualna orientacja tego czarodzieja kina jest dość istotna w zajmowaniu się jego twórczością. W końcu jest wybitnym przedstawicielem nurtu LGTB (z ang. Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders).

Jak nietrudno się domyśleć oba wymienione filmy do tego nurtu zaliczyć można, ale nie szufladkujmy. To kino absolutnie niezwykłe i co istotne niezwykle spójne. Wszystkie produkcje Ozpeteka mają ze sobą więcej wspólnego niż powtarzających się aktorów. Poruszają podobne kwestie i dają jeden obraz świata.

Fate ignoranti przetłumaczone na polski jako On, ona i on w rzeczywistości oznacza „nieświadomą wróżkę”. Fabuła zaczyna się od tragedii – Massimo (Andrea Renzi) ginie w wypadku samochodowym zostawiając żonę Antonię (Margherita Buy). Rozpamiętując męża Antonia natrafia na obraz, na którym widnieje dedykacja ewidentnie wskazująca na to, że Massimo miał romans. Postanawia więc odnaleźć ową „fate ignoranti” i stanąć twarzą w twarz z kochanką jej ukochanego mężczyzny. Kiedy trafia pod wskazany adres okazuje się, że owa kochanka to….kochanek.

Wraz z Michele (Stefano Accorsi) wkraczają do jej życia ludzie przewijający się przez jego mieszkanie. Mamy więc masę przystojnych gejów, transseksualistę, wiecznie poszukującą blondynę a wszyscy oni są szalenie pociągający dla widza. Te wielobarwne postacie, które nade wszystko cenią bliskość i przyjaźń są ogromną wartością filmów Ozpeteka. Taka włoska natura, że oni są zawsze tacy szczęśliwi, chętni do wspólnego gotowania i picia wina. Pękniętej natury są Polacy, którzy potrafią tylko umówić się wódkę.

Początkowa niechęć szybko mija i okazuje się, że Antonię i Michele łączy więcej niżby tego chcieli. Wbrew zdeklarowanemu homoseksualizmowi mężczyzny, między tą parą zaczyna rodzić się uczucie. Uczucie wyrastające ponad wszystko. Ponad zasady i seksualne żądze. Nawet ponad odwagę by się do niego przyznać. Niestety jak to w życiu bywa, gdy zabraknie odwagi by powiedzieć prawdę, można wszystko stracić. A nie warto. Ozpetek jednak pozostawia nam nadzieję i to najpiękniejszą. Jeszcze długo przed oczami będziemy mieli Stefana Acrossi w czerwonej koszuli. I kieliszek, który się nie tłucze.

W Saturno contro czyli Pod dobrą gwiazdą znowu mamy włoską grupę przyjaciół. Połączyła ich niegdyś wspólna chęć rzucenia palenia i od tamtej pory razem jedzą, piją a nawet się kochają. Przyjacielską sielankę, którą przerywa nagła śmierć Lorenzo (Luca Argentero) kochanka Davide (Pierfrancesco Favino). Cały film to próba pokazania jak z tą śmiercią poradzą sobie nasi bohaterowie. Każdy z nich niesie ze sobą inny bagaż doświadczeń. Piękna Roberta nie potrafi ułożyć sobie życia, ciągle jest samotna i zaćpana, Angelica i Antonio zmagają się z problemami małżeńskimi, Sergio nie może pogodzić się ze stratą Davide, a Davide właśnie stracił miłość swojego życia.

W obu filmach pojawiają się te same problemy. Jak poradzić sobie ze śmiercią ukochanej osoby, która odchodzi nie tylko niespodziewanie ale i zdecydowanie za wcześnie,  co zrobić jeżeli do tej miłości nie można publicznie się przyznać. Ale to najpiękniejsza miłość. Miłość, która zna wstyd, miłość która musi się ukrywać ale jest to miłość, która granic nie ma.

To filmy bardzo poruszające i na długo pozostające w pamięci. Motywy muzyczne prześladujące całymi dniami (w Saturno controRemedios w wykonaniu Gabrielli Ferri), urodziwi włoscy aktorzy, niezwykła radość życia płynąca z ekranu, która sprawia, że nawet największe tragedie oglądamy bez myśli samobójczych. I co najważniejsze – nadzieja, w którą nie potrafimy wątpić.

Reklamy