Mr. Nobody 2009

Kynodontas 2009

Podobno istnieje około 50 historii, a wszystko co oglądamy, czytamy, czego słuchamy to opowiadanie tych właśnie historii na różne sposoby. Ci, którzy choć trochę uwagi poświęcają zjawiskom kultury współczesnej muszą tej teorii rację przyznać. O jakże raduje się moje serce kiedy coś mnie jeszcze potrafi zaskoczyć. I faktycznie totalnym zaskoczeniem jest film Kynodontas, czyli po naszemu Kieł. Zanim jednak o nim powiem, przywołam dla kontrastu jeszcze jeden film, który tyle ma wspólnego z Kłem, że obejrzałam go tego samego dnia.

Wraz z łódzką Cinegrią przywędrował do nas Mr. Nobody Jaco Van Dormael’a. Wspominam o festiwalu, bo jak to często w Polsce bywa, premiera tegoż filmu jest nieprzyzwoicie opóźniona i będzie miała miejsce dopiero w grudniu, więc 1,5 roku po premierze światowej. Wstyd i hańba, ale już nas to nie dziwi. W roli tytułowej Jared Leto, którego kocham nad życie, zwłaszcza jak śpiewa Kill i chyba tylko ta miłość pozwoliła mi wytrwać do końca filmu. Nie bardzo da się w kilku słowach przedstawić fabułę, za to w kilku słowach można powiedzieć, że to pieprzona kompilacja kilku genialnych pomysłów, które już się w światowym kinie pojawiły. Przede wszystkim Butterfly Effect (2004), czyli nic nie znaczący gest, który może zmienić całe nasze życie. Numer dwa to Los Amantes del Circulo Polar (1998) – przyrodnie rodzeństwo, które zostaje kochankami. Są jeszcze inne filmy, które przychodzą na myśl oglądając Mr Nobody. To oczywiste skojarzenia jak Stay (2005), The Fountain (2005) i miliard innych. Jak już pisałam, można historie, którą już znamy opowiedzieć w taki sposób, że będziemy chcieli ją poznawać na nowo. Tutaj tego nie ma, co więcej tutaj naprawde nie ma nic. To trochę nieudolna próba stworzenia czegoś ambitnego przez nawarstwienie nawiązań, symboli i koncepcji. Jednym słowem – o wszystkim i o niczym.

Zupełnie inaczej jest z filmem Kynodontas. To jedno z tych dzieł, o którym nie można powiedzieć, że się podoba albo że się je lubi, bo to tak jakby powiedzieć, że się lubi dramaty Sary Kane albo proze De Sade’a. Nie powiedziałabym, że ten obraz jest kontrowersyjny i brutalny, choć faktycznie przez wiele osób może być tak odebrany. Moim zdaniem jednak wszystko, co nazwalibyśmy ‘kontrowersyjnym’ łagodzi pewna ideologia, której pominąć nie można. Otóż mamy tutaj rodzinę, żyjącą z dala od cywilizacji. Dwie siostry, brat, rodzice żyją w świecie wykreowanym przez ojca. I to jest tutaj kluczem interpretacyjnym. Aby ten film dobrze zrozumieć, a nie od razu go zaszufladkować, należy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ojciec tworzy ten sztuczny świat i każe w nim żyć swojej rodzinie?

W tym świecie kot jest śmiertelnym wrogiem człowieka, cipa to wielka lampa, żywe trupy to żółte kwiaty, a solniczka nazywana jest telefonem. W tym świecie młody dorastający chłopak zaspokaja swoje seksualne potrzeby z siostrą (zresztą z polecenia ojca). Tego świata nie można opuścić, chyba że osiągnie się dojrzałość, którą objawia się tym, że wypada kieł i na jego miejscy wyrasta nowy.

Zatem mamy do czynienia z ojcem-demiurgiem, który uzurpuje sobie prawo do stwarzania świata na nowo, świata w którym mieszkać będzie jego rodzina. Ale jaki w tym cel? Oczywisty. Ojciec odnalazł metodę w niepodważalnym szaleństwie. Próbuje za wszelką cenę uchronić rodzinę przed złem, które spotkać je może poza ogrodzeniem domu. Moim zdaniem ten film woła o pomstę do nieba za grzechy ludzkości. Za to, że uczyniliśmy świat tak okropnym, że nie da się w nim żyć. Bo weźmy na przykład ten kontrowersyjny wątek dotyczący seksu. Najpierw ojciec sprowadza dziewczynę, która zaspokaja potrzeby jego syna, potem zmuszony jest z niej zrezygnować, więc nakazuje synowi aby wybrał sobie jedną z sióstr, która będzie wypełniała „obowiązki” Christiny. Brzmi to kiepsko a  będzie jeszcze gorzej, gdyż scena w której chłopak podejmuje decyzję jest dość oburzająca dla przeciętnego widza. Jednak gdyby się zatrzymać i chwilę nad tym zastanowić, sami zauważycie, że widzieliście gorsze rzeczy, co więcej widzicie je na co dzień. Świat który stworzył ojciec wyzwala w dzieciach instynkty, które u nas okiełznała kultura. Więc chłopak odczuwa potrzebę zaspokojenia seksualnych potrzeb i je zaspokaja. To wszystko. Nikogo nie gwałci. Ta dziewczyna nie czuje się wykorzystywana. Tam nie ma żadnych uczuć, żadnych emocji. Oni nie wiedzą, że tak się nie robi, że więzy krwi w prawdziwym świecie są pewną świętością, której się nie kala w ten sposób. Kiedy wybiera sobie partnerkę, ocenia jej seksualną atrakcyjność, co w rezultacie wygląda, jakby wybierał kawałek mięsa. Ale czy w naszym świecie nie jest tak samo? Jasne, że jest, tylko my mamy więcej skrupułów. Żaden facet oficjalnie nie przyzna, że umawia się z dziewczyną, bo ma biust i biodra, ale zwróci na to uwagę, bo w końcu to czysta biologia. Freud twierdził, że silniejszy od popędu ku samozniszczeniu jest tylko popęd seksualny. Jestem absolutnie przekonana, że gdyby zamknąć brata z siostrą w jednym pomieszczaniu i trzymać tak przed długi długi czas, to istnieje duża szansa, że w końcu doszłoby do gwałtu i wtedy byłby to gwałt, o czym nie można mówić w przypadku Kynodontas.

Pierwsze (sądzę że całkiem naturalne) odczucie, że to czysta patologia i głowę rodziny powinni odizolować w jakimś zakładzie, szybko mija. Jest w tym filmie pewien spokój, który zabija nasze oburzenie. A ten spokój wynika właśnie z niewiedzy.

Bóg nie pozwolił człowiekowi zerwać owocu z drzewa poznania dobra i zła, bo chciał go uchronić przed wiedzą. Dał mu błogą nieświadomość i szczęście. Człowiek jednak ma w sobie pragnienie poznania, które jest silniejsze od wszystkiego co mógłby usłyszeć. Więc zerwał człowiek owoc z zakazanego drzewa i odtąd zyskał wiedzę o świecie. Po tę wiedzę sięgnie również jedna z córek wybijając sobie kieł ciężarkiem i ukrywając się w bagażniku samochodu.

Z naszego punktu widzenia to, co dzieje się w prezentowanym domu jest co najmniej oburzające. Ale spójrzmy głębiej, zastanówmy się. Nie wszystko jest tym, na co wygląda. Kto wie, może bylibyśmy szczęśliwsi szczekając na koty i nie znając prawdziwych znaczeń niektórych słów. A może odezwałoby się w nas nieopanowane pragnienie poznania i zaryzykowalibyśmy wszystko, dla tego czego sami nie pojmujemy. Najgorsze jest jednak to, że choć Kynodontas nas oburza to i tak wiemy doskonale, że świat, w którym żyjemy jest gorszy. I to jest najokrutniejszy morał tego filmu.

To trudny film, nie dla każdego. Ale nie przejmujcie się jeżeli go nie rozumiecie albo Was po prostu odrzuca. Jak napisał jeden z internautów „Don’t worry, hollywood will make a dumbed down version for you”.

Reklamy