Dogville 2003

Pogrzeb kartofla 1990

Mamy rok 2003. Reżyser z kraju Dziewczynki z zapałkami – Lars von Trier – kręci genialny film. Genialny w dwóch aspektach: formy i treści, a jak wiemy, rzadko zdarza się być dobrym w jednym i drugim jednocześnie. Zatem Dogville, bo o nim mowa, to przede wszystkim genialna fabuła. Mamy miasteczko, w którym mieszkają sami „dobrzy ludzie”. Żyją, bo żyją, nic się nie dzieje, dopóki nie pojawia się „intruz” – Grace, niewiasta szukająca schronienia przed ścigającymi ją gangsterami (tutaj oczywiście oklaski dla genialnej Nicole Kidman, która potrafi chyba zagrać wszystko). Kobieta chcąc odwdzięczyć się za gościnę proponuje pomoc każdemu z mieszkańców w jego codziennych pracach. Koniec z końców wszyscy zaczynają ją wykorzystywać do tego stopnia, że w pewnym momencie staje się przywiązanym do łóżka narzędziem do zaspokajania seksualnych potrzeb mężczyzn. Skrajne upodlenie, skrajna wiara nakazująca nastawić drugi policzek i skrajnie srogie zakończenie.

Jeśli chodzi o formę to kolejna genialna sprawa. Film nakręcony w konwencji teatralnej. Nie ma ścian, nie ma drzwi, całe miasto przypomina grę planszową. Arystoteles pochwaliłby zapewne von Triera, gdyż zdecydowanie rezygnuje z widowiskowości na rzecz fabuły, charakterów i słowa. Dlatego wszystkim miłośnikom filmów oryginalnych i dających możliwość wielu interpretacji, na pewno film polecam. Ale nie o nim chciałam pisać, więc rozwodzić się już dalej nie będę.

Cofamy się w czasie. Mamy rok 1990. Reżyser z kraju, w którym karierę robiły pacynki z piłeczek pingpongowych – Jan Jakub Kolski – kręci POGRZEB KARTOFLA. Może od razu zaznaczę, że swoje uczucia do twórczości Kolskiego określiłabym jako najprawdziwszą miłość w czystej postaci. Cierpiąc na chroniczną ludomanię przeżywam stany bliskie ekstazie oglądają polską wieś w jego filmach. Dlatego do Kolskiego na pewno jeszcze będę wracać.

Pogrzeb kartofla to kolejny film nakręcony w Popielawach i kolejny, w którym genialną rolę gra Franciszek Pieczka. Dopóki nie zobaczyłam Pogrzebu kartofla myślałam, że Dogville jest zdecydowanym królem jeśli chodzi o ukazywanie okrucieństwa małych, zamkniętych społeczności. Otóż nie. Kolski zrobił film doskonały. Pokazuje o wiele więcej motywów niż von Trier. Ukazuje fanatyczne przywiązanie chłopa do ziemi. Dążenie do zaspokajania swoich potrzeb za wszelką cenę. Pokazuje, do czego jest zdolny człowiek, by osiągnąć swój cel, który już dawno przestał być marzeniem, a stał się chorobliwą żądzą.

Człowiek ciężko doświadczony przez życie wraca do domu. Chce odzyskać spokój. Spotkać się z synem. Wieść spokojne życie z dala od zła, którego doświadczył. Okazuje się jednak, że Popielawy to istne piekło pełne najgorszego gatunku ludzi – ludzi głupich. Doskonale ukazana zaściankowość, ograniczone myślenie. Mam koleżanki, które nadal nie lubią wracać do rodzinnych wsi, bo w tym wieku to już powinny mieć dzieci i orać pole, więc gdy zamiast tego poszły na studia, zostały przez lokalne społeczności odtrącone.

To co tu znamienne to fakt, że Mateusz nie zostaje odrzucony za swoje domniemane pochodzenie, lecz za to, że przeżył. Kto wraca z obozu koncentracyjnego? Go już w Popielawach pogrzebano i przypieczętowano ten umowny pogrzeb prawdziwym – pogrzebem jego syna. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Ci ludzie nie boją się potencjalnej zemsty Mateusza, nie boją się kary za zbrodnie jakiej się dopuścili, nie mają wyrzutów sumienia. Boją się tylko utraty ziemi. Ziemi, dla której poświęcili życie młodego człowieka.

Obojętność, bierność, konformizm, egoizm totalny i zezwierzęcenie. To wszystko odnajdziemy w Popielawach. Ale to film Kolskiego. Więc odnajdziemy też wybaczenie, nadzieje, drzewa i pogrzeb kartofla. I to jest właśnie proszę Państwa MAGIA KINA.

Reklamy