Wyrzygaliśmy już Romualdowi, co zrobił nie tak, jak należy, więc przejdżmy do Fantaghiro. Ona oczywiście jest tu uosobieniem cnót wszelakich i nie dopatrzymy się u niej żadnego błędu natury technicznej. Chciałam tylko zwrócić uwagę na moment wypuszczenia strzały.

To bardzo piękna scena. Biała Wróżka mówi – celuj w słońce, Fantaghiro zaś wzbrania się mówiąc, że słońce jest za daleko i nigdy nie zdoła go dosięgnąć. Na to słyszy, że ma zapomniec o słowie niemożliwe. Dopóki nie spróbuje to się nie dowie. I jak wszyscy wiemy, odwaga się opłacała. Choć strzała faktycznie w słońce nie trafiła to sprowadziła Romualda. Osobiście też wolałabym Kim Rossi Stuarta niż jakieś tam słońce.

W każdym razie płynie stąd pewna nauka. I nie interpretowałabym tego znowu w kontekście poszukiwania wielkiej miłości (jakoś jej tu zdecydowanie za dużo). Ci, co znają dalsze losy Fantaghiro wiedzą, że odwaga podejmowania zadań z pozoru niemożliwych do zrealizowania była jej znakiem rozpoznawczym. Chyba dlatego zawsze chciałam nią zostać. W dzisiejszych czasach za dużo się myśli (jakkolwiek to brzmi), analizuje, rozważa i często rezygnuje z podjęcia wyzwania, bo w ostatecznym rozrachunku obliczyliśmy, że jednak nie mamy szansy na zwycięstwo. Czy nie łatwiej byłoby czasami po prostu zaryzykować niż przez tydzień prowadzić analize wszelkich za i przeciw?

Mam tylko jedną pointę:

Nie bójmy się celować w słońce, tylko dlatego, że wydaje się być za daleko.

Reklamy