Szukajcie a znajdziecie

Zauważyłam ostatnio, że ludzie chodzą do kina. Potem wracają i wrzucają na pewien znany społecznościowy portal swoje krótkie acz treściwe recenzje. Nie zamierzam tego krytykować, zwłaszcza, że zazwyczaj piszą o filmach co najmniej dobrych. To w jaki sposób piszą pozostawię bez komentarza.

Porzucam kino na czas jakiś. Skupiam się na słowach, żeby nie zwariować. Przy okazji Wojaczek kończyłby dzisiaj 67 lat, to dobry dzień na zmiany. I na wódkę.

Tymczasem pozdrawiam Tuśkę i druha podharcmistrza. Życzę przygody życia! Myślę o Was każdego dnia. Powaga 😉

A teraz przenoszę się na obszary, które już całkowicie wszyscy mają w dupie. Każdemu jego porno.

xoxo!

http://dramatwspolczesny.blogspot.com/

Reklamy

search terms

Słowa mają to do siebie, że ludziom zazwyczaj nie chce się ich czytać. Prowadzenia bloga opierającego się głównie na słowach, wiążę się z tym, że niewiele osób w ogóle będzie owe słowa przyswajało. Nie zmienia to faktu, że ludzie wchodzą na te blogi, czego dowodzą statystki. Rzecz w tym, dlaczego wchodzą. To jest doprawdy ciekawa sprawa. Ponieważ minęły już 3 lata odkąd jestem rasową blogerką postanowiłam zaprezentować najbardziej zaskakujące zestawienia słów, które wpisane w wyszukiwarkę odnosiły przypadkowych przedstawicieli gatunku ludzkiego na mojego radosnego bloga. Chciałam przyznać jakieś nagrody, ale nie mogę się zdecydować co jest najlepsze. Cyfry obok haseł mówią ile razy ktoś trafił na bloga poprzez tę frazę. Zachowałam oryginalną pisownię.

żona kurwa film 6

10 letnia dziewczynka w bieliźnie  4

monica bellucci sie rucha 3

filmy erotyczne czy oni pieprza sie naprawde 3

nietypowe cycki 3

lubię spać i być bzykana 2

seks chuj nagi wiszący 2

goli faceci bez gaci i widać im penisy 2

kto miał bajwiększy penis na świecie?zapytaj 2

blondyna nie mów nie 2

kolski i jego dupa 2

film o dziewczynie co spała z każdym 2

wystajace rajstopy aktorki 2

site models w bieliźnie 2

zdjęcia nastolatki w czarnej bieliźnie 2

walki dziwek 2

czeskie dziwki 2

afrykańska gwałt penetracja wideo polskiej kobieta 2

kosmetyczna agentka: jak i czym podkreślać oko 2

idealne zęby po usunięciu czwórek 2

z czym kojaży ci się jan paweł papież 1

chŁopiec ktÓry kochaŁ biust kino 1

duża cipa 1

durza i głęboka cipa 1

kim jest męska dziwka 1

jak zostałam dziwką 1

seks z matką 1

tunel w policzku 1

kocham iana somerhaldera i gowno wam do tego 1

wielka zakochana człowiek z drzewo 1

pociągają mnie psychopaci 1

Żeby była jasność, ten blog dotyczy głównie KINA. Tak. Ja piszę o FILMACH.

JUTRA NIE BĘDZIE

Tagi

Donnie Darko 2001

Odkąd dowiedziałam się, że mój tyłek miał wzloty i upadki nic już nie jest takie samo. I wcale się nie zestarzałam. To tak żeby była jasność.

Chciałabym wrzucić jakiś film o lasce, która usuwa nadmiar tłuszczu ze swojego ciała za pomocą kuchennego noża. Albo historię o psycholu, który zabija porzucone żony. Wykrawałby każdej męskie imię na czole. Żeby wszyscy wiedzieli za co umarły. Żeby wstyd je przeżył. Póki co jednak nie ma takich filmów, ale spokojnie, ktoś na pewno już o nich śni. A mój tyłek ma podobno wzlot, więc zanim upadnie, może jakiś dobry, sensualistyczny, niewymagający emocjonalnego zaangażowania film. Co? Nie ma takiego? No nie ma! Naprawdę tak to kurwa trudno zrozumieć?!

Donnie. Kiedyś kochałam go bardzo, z czasem zauważam, że im bardziej się rozumiemy, tym mniejsza więź nas łączy. Bardziej sentyment. Nasze uczucie powoli się wypala, ale w moim serduszku będzie dla niego zawsze specjalne miejsce. Jest kilka kwestii, które zabierzecie z tego filmu. Przede wszystkim muzyka. Może się przydać przy analizowaniu jakiegoś spektaklu Klaty. Żart! Jego i tak nie zrozumiecie! W każdym razie, w zasadzie chciałam napisać tylko jedno. Ma też to związek z Janem. Klatą, nie Kolskim, ale chodzi o magiczne słowo na dziś: KONSEKWENCJE. Słowo pomocnicze to NIEODWRACALNE. Jakby to połączyć to wyjdą nam nieodwracalne konsekwencje wynikające z podejmowanych przez nas decyzji. Takie to wszystko banalne. Niby każdym o tym wie. Ale wystarczy raz wrócić do domu za wcześnie, a silnik samolotu wgniecie Cię w ścianę. Warto się nad tym zastanowić. Nad tym co nieodwracalne. I nad szaleństwem. I nad tym jak mam osądzić Zbójców. A właściciwe Zbójcę. Który zabija to co najbardziej kocha. Donnie nie zabił. Może to bez różnicy czy zabija czy nie. Ważne, że kocha. A może nie? Tak czy inaczej Klata wywaliłby nas wszystkich. Ja bym zamykała drzwi. Ale mnie też by kopnął w dupę. Za wiarę w szlachetność mordercy.

Po kolei.

Another Earth 2011

Upije się. Wsiądzie do samochodu. Zapatrzy się w niebo. Podobno odkryli nową planetę. Jest dokładnie taka jak nasza. Patrząc na drugą Ziemię spowoduje wypadek. Zabije Twoją żonę i dziecko. Trafi do więzienia. Po odsiedzeniu wyroku znajdzie Cię. Będzie kłamać.  Potem kochać. I Ty też. W końcu to powie. Wyrzucisz ją. A Ona odda Ci swoje marzenia. Wyśle Cie w kosmos. Może tam żyją. Albo i nie.

Bezpretensjonalny. Przejmujący. Bez zbędnych okrzyków. Bez pieprzenia o niczym. Dużo obrazów. Bardzo mało słów. Tak. Też się dziwię, że zrozumiałam. Albo i nie.

HOMOSENSUALIZM

J’ai tué ma mère 2009

Les amours imaginaires 2010

Xavier Dolan, rocznik ’89. Mogłabym nauczyć się dla Niego francuskiego. Chyba wiele rzeczy mogłabym dla Niego zrobić, ale niestety próżne byłyby me starania. Pan Dolan głupi nie jest i po prostu woli chłopców. Nie boi się do tego przyznać również na ekranie. Choć znawcą kina LGTB nie jestem, kilka produkcji widziałam. Każdy widział, tylko może niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę. Magia Dolana polega na tym, że choć jego filmy wpasowują się idealnie w definicję LGTB, to nigdy nie powinny znaleźć się w tym nurcie. Przynajmniej moim skromnym zdaniem. Wszystko co pokazuje na ekranie jest nienachalne i totalnie naturalne. Tak naturalne, że widz zapomina o tym, że na co dzień parę szesnastoletnich chłopców trzymających się w czułym uścisku uznałby za coś co najmniej egzotycznego. Dlatego niezwykle krzywdzące byłoby wrzucanie Jego filmów do worka z „Priscillą królową pustyni” i „Transamerica”.

W swoim debiucie opisuje trudne relacje dorastającego młodzieńca (w dodatku geja) z matką. Dużo fajnych, trafnie poskładanych słów (napisanych przez zdolnego reżysera). Oczywiście w głównej roli On sam. O tym filmie nie będę się rozpisywać. Zrobił furorę w Cannes, na tyle dużą, że następny film, o którym to już napiszę więcej, Dolan wyprodukował za własne pieniądze. W „Zabiłem moją matkę” pragnę zwrócić uwagę na jedną scenę. Chyba nikt jeszcze tak zgrabnie (szukam słowa, ale nie znajduje) nie pokazał seksualnego aktu dwóch facetów! Zapomnijcie o „Złym wychowaniu” czy „Tajemnicach Brokeback Mountain”. U Dolana panowie się kochają, nie pieprzą. Niemożliwe? A jednak.

 

„Wyśnione miłości” to mój numer jeden. Niesamowita wrażliwość na słowo, obraz, muzykę. Gwarantuje, że po obejrzeniu tego filmu nie uwolnicie się od „Pass this on” The Knife,  „Bang, Bang” Dalidy czy „Kepp the streets empty for me” Fever Ray. Wszystko ze sobą współgra. Wbrew temu co nasuwa zdjęcie poniżej, film ten niewiele ma wspólnego z „Marzycielami”, których swoją drogą również uwielbiam. Xavier pokazuje to, co doskonale wiemy, to co doskonale znamy. Boimy się tylko to nazywać, żeby przypadkiem nie pozbawić tego wzniosłości.

Mamy o to prawie klasyczny trójkąt. Dwójka bohaterów, skądinąd przyjaciół, zakochuje się w młodzieńcu, który bezwątpienia ma krewnych na Olimpie. O tyle to nie klasyczne, że nasza para jest parą, to znaczy jest to On i Ona. Zatem pierwszy sygnał od twórcy – miłość granic nie ma, a na pewno gówno ją płeć obchodzi. To zauroczenie jest pokazane tak naturalnie, że naprawdę nie zauważycie nawet, że wkrada się tu jakiś homoseksualny pierwiastek. Aż trudno uwierzyć, że udało mu się oddać istotę tego typu relacji. Młosne gry, które są jednym z przywilejów młodości. Każdy je zna i każdy chciałby możliwie szybko o nich zapomnieć. No i nasze blond bożyszcze, które dla swoich adoratów ma ogromne zapasy obojętności. Genialny film o młodzieńczych zauroczeniach, które nigdy nie przynoszą nic dobrego. Głównie dlatego, że są zbyt młode, zbyt naiwne i zbyt porywcze. I jak to w miłości bywa, winni są wszyscy i nikt.

Dolan pokazuje świat bez barier. Bo ograniczenia tworzą ludzie. Kto powiedział, że para gejów, w dodatku szesnastoletnich, musi być wyklęta przez społeczeństwo. Kto powiedział, że dwójka przyjaciół odmiennych płci nie może zakochać się w tym samym chłopaku. Kto powiedział, że mężczyzna po zmianie płci musi rozstać się ze swoją dziewczyną. Jak znacie kogoś kto tak mówi, powinniście go zastrzelić. A potem zadzwonić do Dolana i podziękować mu za wolność. Chociaż na ekranie.

Jesteśmy zgubieni!

Pina 2011

Mówiła, że tam gdzie brakuje słów zaczyna się taniec. I stało się. Pina Bausch odczarowała dla mnie teatr tańca. Teatr, którego nigdy nie rozumiałam i który kojarzył mi się głównie z niesamowitymi ciałami tancerzy i ogólnym poczuciem bezradności zaraz po spektaklu. Film ma bardzo prostą konstrukcję. Zawiera wypowiedzi tancerzy z teatru Piny przeplatające się ze spektaklami, pokazami czy wypowiedziami samej choregorafki.

Jeżeli łudzicie się, że Pina dlatego jest legendą, bo wszystko co stworzyła jest proste i zrozumiałe, to niestety jesteście w błędzie. Oczywiście również będziemy się głowić, o co tak do końca chodziło. Jest tylko jedna różnica. Teatr Piny nas zachwyci. Z każdej choregrafii da się wyciągnąć własną SENSOWNĄ interpretację. Więcej nawet, po obejrzeniu kilku występów bez trudu już będziecie rozróżniać choreografie stworzone przez Pinę. Masa emocji. Masa.

„DANCE, DANCE, OTHERWISE WE ARE LOST

– Pina Bausch-

I’m going mad again

The Hours 2002

Są dwa filmy, które się ogląda kiedy nie wiesz, co zrobić ze swoim życiem. „Trainspotting” i „The Hours”. O tyle o ile ten pierwszy daje dość jasną i optymistyczną odpowiedź: „choose life”. Z drugim jest już trudniej. Virginia każe Ci patrzeć życiu w twarz, bo unikanie go nie jest gwarancją spokoju. Virginia każe Ci się męczyć dopóki nie pokochasz go takiego jakim jest. Potem dopiero będziesz mógł je odrzucić. Zasłużyłeś. Ile razy nie oglądałoby się tego filmu, zawsze jest tak samo ciężko, za każdym razem.

Pierwsza istotna rzecz to scenariusz. David Hare świetnie pisze. Z tego miejsca polecam „My Zinc Bed”, którego fragmentów nie sposób wprost zapomnieć. Podobnie jest z „Godzinami”. Oczywiście David inspirował się nie tylko samą Virginią Woolf, ale również jednym z jej najbardziej znanych utworów „Panią Dalloway”. Twórcy filmu zrobili pewną rzecz, która z góry gwarantowała im sukces. Zatrudnili trzy najlepsze i najpiękniejsze aktorki jakie nosiła hollywoodzka ziemia: Nicole Kidman, Julianne Moore i Meryl Streep. Trzy niewiasty będą bohaterkami trzech przeplatających się historii. W pierwszej Virginii Woolf (Nicole Kidman) pracuje nad „Panią Dalloway”. Kilkadziesiąt lat później Laura Brown (Julianne Moore) czyta napisaną przez nią książkę. A kolejne lata później Clarissa Vaughan (Meryl Streep) niczym bohaterka tej książki organizuje przyjęcie dla swojego przyjaciela.

Oczywiscie należy zacząć od boskiej Nicole, która wykreuje nam pierwszorzędną Virginię. Charakteryzacja fenomenalna, ale i gra bezbłędna. Pani Kidman za te rolę dostała Oskara i co ciekawe to jedyny Oskar w jej karierze. To akurat bardzo dziwne, bo jest Ona aktorką doskonałą. Wracają do roli, to każdy kto ma jakieś wyobrażenie o Woolf nie powinien być zawiedziony. Sposób poruszania, trzymania papierosa, ten błędny wzrok szukający czegoś godnego uwagi, wszystko pasuje do legendarnej pisarki. Nie wiem, jak można nie zatrzymać się nad tą postacią. Nie zastanowić. Nie zauważyć tych grubych rajstop kiedy wchodzi do wody. Tych topornych butów. Sukni ciężkiej od wody. Tej przerażonej głowy wystającej ponad falami. I tego spokoju kiedy w nich ginie. To jest właśnie Virginia Woolf.

Laura (Julianne Moore), niczym Nora z dramatu Ibsena opuszcza męża i dzieci. Syn nigdy jej tego nie wybaczy. Nie dowie się również, że musiała to zrobić. Bo tam była śmierć. Laura wybrała życie. Nora też. To jest doskonała scena. To jest dokładnie to uczucie. Kiedy czujesz tak bolesną, okrutną i niekończącą się bezradność, czujesz się dokładnie tak. Jakby zalewała Cię woda. Topisz się. Brakuje Ci tchu. Genialna scena.

Clarissa (Meryl Streep) i Richard (Ed Harris) to oczywiście bezpośrednie nawiązanie do głównych bohaterów „Pani Dalloway”. Niespełniona miłość z młodzieńczych lat okazuje się najlepszą rzeczą jaka ich spotkała, a ich jedyny pocałunek najpiękniejszym wspomnieniem. Tylko przy Richardzie Clarissa czuje, że żyje. Chociaż na co dzień u jej boku jest ktoś zupełnie inny. Niestety Richard zmusi ją żeby wreszcie zaczęła żyć dla siebie. A to wcale nie jest takie proste. W zasadzie to w ogóle nie jest proste. Ten moment, kiedy już wiesz, że zaraz skoczy, ale jeszcze kilka ostatnich słów. To jest moment, w którym powinno się płakać.

Kochaliśmy Virignię w czasach kiedy wydawało nam się, że jesteśmy tak nieszczęśliwi, że już bardziej być nie można. Kto by wtedy pomyślał, że wszystko jeszcze przed nami. Przyszedł czas by pokochać ją na nowo.  To będzie piękny koniec.

fenomenalnepowierzchnietnące

Jesteś Bogiem 2012

Moja chora głowa jest w stanie umieścić na jednej playliście Kelly Familly, Paktofonikę i soundtrack z „The Hours”. Tak to już działa. Kiedy zaczęło być głośno o tym filmie, ściągnęłam sobie „Kinematografię”. Odpaliłam tą legendarną Paktofonikę i ze zdziwieniem stwierdziłam, że ja znam te teksty. Skąd? No właśnie stąd, że jak panowie święcili sukcesy to słuchali ich głównie inni panowie i zakochane w nich dziewczęta. Ja również obdarzyłam uczuciem pewnego młodzieńca noszącego spodnie zdecydowanie poniżej lini bioder. I tak właśnie mając lat bodajże 13, przegrywałam sobie od kolegi kasety z Kalibrem 44 i Paktoniką. A potem wałkowałam. Nie trwało to zbyt długo, ale ten epizod zapisał się gdzieś w mojej głowie. Ale nie o tym chciałam pisać. Film.

Otóż film powstał na podstawie książki Macieja Pisuka. Twórcy zarzekali się, że produkcja dotyka wartości uniwersalnych. Że nie tylko fajni PFK się w nim odnajdą. Czy tak jest, nie mogę powiedzieć, bo mimo wszystko zaliczyłabym się do fanów tego zespołu (choć samej ciężko mi w to uwierzyć). A przyczyna jest prosta. Oni mają po prostu świetne teksty i polecam wszystkim zerknięcie do nich. Naprawdę warto. A sam film to historia trzech chłopców, którzy spełnili swoje marzenia. Ładnie brzmi i dobrze się ogląda. Nasze kino potrzebuje takich historii. Niestety jak wiemy, albo i nie wiemy, jeden z naszych chłopców  w przypływie złych emocji i psychicznych zawirowań wyskoczył z okna. Tragiczny finał dopełnia piękne historie. I mam nadzieję, że ta właśnie tak zostanie zapamiętana.

Moją ulubioną sceną, a w zasadzie ujęciem jest sam finał. Wtedy dwójka filmowych bohaterów granych przez Schuchardta i Ogrodnika wchodzi na scenę katowickiego spodka. W pewnym momencie się obracają i zamiast aktorów widzimy prawdziwego Fokusa i Rahima. Fajny gest ze strony twórców. Trochę prawdy w filmie jeszcze nikogo nie zabiło. Jest w tym ujęciu coś majestatycznego.

Nie sposób pominąć słynnego Magika. Stał się legendą oczywiście głównie dlatego, że się zabił. Żywi lubią martwe autorytety. Chłopak po prostu myślał. Więcej nawet, On dczuwał świat tak silnie, że potrafił o nim wnikliwie pisać. Miał jakieś wartości i całkiem jasno je wyrażał.  Jeżeli chodzi o samo samobójstwo, faktycznie niewiele reżyser nam tutaj powiedział. Nie podał prawdziwych powodów, o których wie każdy, kto korzysta z wikipedii. Najpierw myślałam, że to błąd. Ale po kilku dniach stwierdzam, że taki myk jest całkiem uzasadniony. Bo jeżeli nie zna się tego powodu można go sobie samemu znaleźć. Człowiek dłużej się zastanawia kiedy nie dostaje wszystkich odpowiedzi, a oto przecież chodzi w kinie. Powinno nas zmuszać do myślenia.

Jest taka książka „O bohaterach i grobach” Ernersto Sabato. Nie to że jestem jakaś oczytana, bo dotarłam chyba do 20 strony. Niemniej główna bohaterka zabija w nim swojego ojca. Strzela do niego. Potem wznieca pożar i ginie w płomieniach. I na samym wstępie autor zastanawia się, dlaczego akurat wybrała ogień. Przecież mogła strzelić sobie w głowę. Byłoby szybko i po bólu. Ale nie, ona wybiera bolesną śmierć w płomieniach. Dlaczego skoczył z okna? Przecież można zabić się na tyle sposobów. Upadek z takiej wysokości nie gwarantuje natychmiastowego zgonu. Magik umarł dopiero w szpitalu. A co gdyby nie umarł. Co gdyby został warzywem. Samobójstwo zawsze zawierało w sobie jakiś boski pierwiastek. Skoro tylko bóg może odberać życie, to czyniąc to…jesteś bogiem?

„Myślę poprzez narastający w uszach szum”

Pożegnania 2008

Halina Poświatowska to jedna z nielicznych poetek, która przekonała mnie do siebie swoją twórczością. A raczej twórczością i życiem, bo bez tego życia jej twórczość by nie przetrwała. Jak o Niej myślę, zawsze przychodzi mi do głowy Baczyński. Trochę są podobni. Oboje mieli świadomość zbliżającej się przedwczesnej śmierci. Oboje szaleńczo i niezwykle krótko kochali. Oboje potrafili odcisnąć swoje życie w poezji, tak bardzo niewarsztatowo i autentycznie. Ale wracam do Haliny. Halina umarła w wieku lat 32. Była chora na serce. W jednym z sanatoriów poznała swojego przyszłego męża. Ślub wzięła w wieku lat 19 by w wieku lat 21 już zostać wdową. Jej mąż umarł na serce. Ona też, ale później. Nie będę pisać o poezji. Odkryłam przypadkiem etiudę zgrabnie utkaną ze słów Poświatowskiej. Doprawioną świetnymi zdjęciami i ujmującą muzyką.

Mimo wszystko mam nadzieję, że zdrowe serce nie może zatrzymać się po krótkim bolesnym szarpnięciu. Nawet jeżeli tak często tym straszy. Bo wtedy wszyscy zginiemy marnie. Stres nas w końcu zabije. Mnie na pewno.